IMG 3554 2  IMG 6019 filtered  Obraz 185  Obraz 133

        

Analiza przyczyn niskiej konkurencyjności krajowych producentów świń

Poniższy artykuł jest cześcią opracowania "Strategia odbudowy i rozwoju produkcji trzody chlewnej w Polsce do roku 2030"

 praca zbiorowa pod redakcją Tadeusza Blicharskiego i Anny Hammermeister

Warszawa 2013 

 
 


W okresie od 2010 do 2011 roku spadła liczebność wszystkich grup wiekowych i technologicznych świń. Porównanie spadków w zakresie liczby świń w gospodarstwach prywatnych i w sektorze publicznym wskazuje, że szybciej spadało pogłowie zwierząt w chlewniach prywatnych. Wskaźnik spadku w tym sektorze wyniósł 9,2% natomiast w sektorze publicznym o 5,2%.

Spadek pogłowia świń obserwuje się od kilku lat praktycznie we wszystkich województwach. W roku 2011 uwidoczniono go w 14 województwach. W tym roku największy spadek odnotowano w województwie małopolskim – ponad 21,6% i lubuskim 21%. Warto dodać, że również w EU ubój trzody chlewnej w 2010 był niższy niż w 2009. Dramatyczny spadek pogłowia i liczby gospodarstw obserwuje się przede wszystkim w grupie małych producentów. Gospodarstwa większe, zarówno rodzinne, jak i wielkoprzemysłowe raczej zwiększają produkcję i stopniowo podnoszą stosunkowo niewysoką efektywność. Największy spadek zarejestrowano w gospodarstwach utrzymujących lochy - produkujących prosięta; to znaczy w chlewniach w których sprostanie normom profesjonalnej produkcji jest zdecydowanie trudniejsze niż w tuczarniach.

Gwałtowny spadek liczby zwierząt stada podstawowego (lochy, knury) nie był proporcjonalny do liczby ubijanych tuczników, co związane było z ich importem, a przede wszystkim importem warchlaków. W roku 2010 ubój trzody chlewnej osiągnął poziom z roku 2008. Powyższe wynika przede wszystkim z ogromnego importu prosiąt/warchlaków, który istotnie rośnie z każdym kolejnym rokiem; z okresowymi wahaniami związanymi z wysokością złotego do euro. Szacuje się, że w roku 2010 zaimportowano przede wszystkim z Danii ale także z Holandii, Niemiec i Hiszpanii około 2,0 miliony prosiąt/warchlaków. Przyczyną rosnącego importu prosiąt jest brak ich producentów w Polsce. Biorąc pod uwagę fakt, że minimalna nabywana przez producentów tuczników partia prosiąt liczy około 300 osobników ich producentem może być właściciel co najmniej 200 loch. Biorąc pod uwagę wyżej przedstawione dane, odnośnie struktury stad, takich potencjalnych producentów mamy w naszym kraju około 330.

Istotny jest oprócz tego import tuczników bezpośrednio do zakładów mięsnych. Powyższe obserwuje się przed wszystkim w województwach zachodnich. Co ciekawe, wydaje się, że nawet w II połowie roku 2011, w czasie gdy kurs złotego do Euro istotnie osłabił naszą walutę nie zmalał wyraźnie import prosiąt z Danii.

Znaczny jest także import półtusz – przede wszystkim z Niemiec. W pierwszych 7 miesiącach roku 2011 zaimportowano z Niemiec nieco ponad 100000 ton tego mięsa. Analizując ceny trzody chlewnej w Polsce i Niemczech, trudno znaleźć ekonomiczne uzasadnienie dla importu wieprzowiny z tego kraju.

Ważnym problemem wydaje się być fakt, że w zasadzie brak jest precyzyjnych danych na temat importu i eksportu świń oraz mięsa z krajów UE; można odnieść wrażenie, że żadna instytucja w naszym kraju nie jest odpowiedzialna za stały monitoring obrotu prosiętami, tucznikami rzeźnymi oraz mięsem między Polską a innymi krajami UE.

Dla wskazania możliwości odwrócenia trendu spadkowego pogłowia trzody chlewnej, konieczna jest w pierwszej kolejności identyfikacja przyczyn obserwowanego od kilku lat tego niekorzystnego zjawiska dla naszej gospodarki. Głównymi przyczynami niekonkurencyjności naszych producentów świń na rynku unijnym i światowym (z wyłączeniem rynków dawnego ZSRR) są:

• Archaiczna struktura, czyli duża liczba małych gospodarstw w momencie wchodzenia Polski do UE oraz nierówne szanse polskich producentów świń w porównaniu z ich odpowiednikami w krajach UE-15; sytuacja ta utrzymuje się do chwili obecnej.
Polska weszła do UE z liczbą około 740 000 gospodarstw utrzymujących świnie, przy średniej efektywności produkcji 15 tuczników/lochę/rok. Ogromne rozdrobnienie łączyło się z niskim poziomem zawodowym istotnej części producentów świń; w odniesieniu do większości z nich rachunek ekonomiczny prowadzonej działalności nie był brany pod uwagę.

Niekorzystne warunki wejścia naszych struktur rolnych do UE miały mieć charakter przejściowy. Niestety, zostały utrwalone na długi czas. Można stwierdzić, że wyrównywanie szans ma od chwili wejścia do Unii to teraz charakter bardzo powolny. Należy pamiętać, ze na dostosowanie gospodarstw do wymogów unijnych Belgowie, Francuzi czy Niemcy mieli po kilkadziesiąt lat. Nasi producenci mieli wielokrotnie mniej czasu. Oznacza to ogromną kumulację wydatków, nie mających za wiele wspólnego z efektywnością produkcji.

Niestety, trudno zauważyć w Polsce działania wzmacniające nielicznych dużych krajowych producentów świń, którzy z wielu powodów powinny być preferowani. Można wręcz stwierdzić, że różnego rodzaju regulacje administracyjne wymierzone są przeciwko nim.

• Niska opłacalność produkcji związana z wysokimi cenami zbóż, a w ślad za tym pasz. Powyższe związane jest między innymi z ograniczeniem w UE oraz w Polsce areału ziemi pod produkcję zbóż, oraz różnymi działaniami „urzędników UE" na rzecz dalszego ograniczania areału użytkowanej ziemi ornej. Na przykład obowiązujące w Polsce „Programy rolno – środowiskowe" sztucznie ograniczają areał zbóż (dopłaty do produkcji leszczyny czy uprawy trawy z roślinami motylkowymi),
- na razie w stopniu nieznacznym, ale wkrótce coraz bardziej istotny wpływ na ceny zbóż w Polsce będzie miała nie kontrolowana budowa biogazowi,
- wysokie ceny soi związane są z zakazem przynajmniej krzyżowego stosowania mączek zwierzęcych w paszy. Spekulacyjne działania, m. in. organizacji finansowych zajmujących się handlem zbożem,
- spekulacyjne działania sektora finansowego oraz innych dużych udziałowców rynku zbożowego w obszarze handlu zbożami,
- zabójcze dla konkurencyjnej produkcji świń w Polsce byłoby wprowadzenie w naszym kraju zakazu stosowania pasz z surowców GMO (przy jednoczesnej możliwości importu świń i wieprzowiny z krajów , w których przepis ten nie obowiązuje).

• Niezadawalający poziom wykształcenia zawodowego znacznego odsetka młodych rolników mających przejąć gospodarstwa
W okresie ostatnich 20 lat ma miejsce w naszym kraju katastrofalna zapaść w zakresie kształcenia zawodowego oraz średniego rolników, której konsekwencje będą nieobliczalne nie tylko w zakresie produkcji świń. Należy zwrócić uwagę, że w okresie tym zlikwidowano na wsiach dziesiątki lub nawet setki zawodowych i średnich szkół rolniczych. Te, które pozostały zmieniły profil na bardziej „chwytliwy" – typu: Marketing i zarządzanie, Prawo i administracja, Zarządzanie zasobami ludzkimi, architektura i kształtowanie krajobrazu, turystyka wiejska, usługi gastronomiczne itd. Na wielu szczeblach kształcenia obniżono poziom wykształcenia rolniczego, w tym przede wszystkim nie dostosowuje się zakresu przekazywanej uczniom i studentom wiedzy do dzisiejszych potrzeb. Aktualnie w gestii i pod nadzorem MRiRW jest tylko 40 szkół rolniczych.

• Ośrodki Doradztwa Rolniczego zmieniły swoją funkcję. Rolę doradczą w zakresie zasad produkcji zwierzęcej czy roślinnej zamieniły przede wszystkim na biura wypełniania wniosków na różnego rodzaju dotacje z UE i wymagane przez władze komórki sprawozdawcze. Nie ma w tej chwili w ODR odpowiedniej liczby kompetentnych doradców; starsi - doświadczeni i wielce zaangażowani - w większości odeszli, a młodzi są nie przygotowani do bycia profesjonalnymi doradcami rolników. Można jednoznacznie stwierdzić, że młodzi rolnicy w większości przypadków nie mają możliwości zdobycia potrzebnego, stosownego do aktualnych wymagań oraz międzynarodowej konkurencji, wykształcenia zawodowego. W porównaniu z młodymi producentami świń z wielu krajów UE, w większości przypadków różnica poziomów w wykształceniu jest ogromna.

• Uczelnie i instytuty naukowe nie spełniają, w stopniu wymaganym obecnie, statutowego obowiązku upowszechniania wiedzy. Upowszechnianie wiedzy wśród rolników bardzo często postrzegane jest tam jako zadanie wstydliwe i nie na miarę ambicji. Niestety, system parametryzacji jednostek naukowych w zasadzie nie sprzyja angażowaniu się jednostek naukowych w upowszechnianie wiedzy, w tym przypadku wśród rolników,
Wydaje się, że zapomniano o potrzebie kształcenia rolników, sądząc prawdopodobnie, że ten kierunek gospodarki jest tak prosty, że nie potrzeba ludzi dobrze wykształconych w tym zakresie. Winę za istniejącą sytuacją ponoszą struktury Państwa odpowiedzialne za kształcenie młodzieży wiejskiej. W Polsce mamy nieliczną grupę świetnych, dobrze wykształconych, po stażach za granicą, młodych rolników, co potwierdza zaprezentowany pogląd. Dziwić może fakt, że opisanego problemu w Polsce się nie dostrzega.


• Istotne zaniedbania leżące po stronie szeroko rozumianego Państwa

Do najważniejszych zaniedbań ze strony Państwa zaliczyć należy brak dalekowzrocznej polityki MRiRW w odniesieniu do omawianego sektora produkcji zwierzęcej:

- niepodejmowanie skutecznych prób i nie wdrażanie mechanizmów mających na celu poprawę struktury produkcji świń,
- nieprzyjazny mechanizm uzgadniania szczegółów związanych z modernizacją czy budową lub rozbudową chlewni, wytwórni pasz lub ubojni, przejawiający się zwłaszcza w czaso- i kosztochłonnych procedurach oraz wymuszaniu przez kontrolujących rozwiązań bardzo kosztownych, nie stosowanych w większości krajów UE. Niezwykle drobiazgowe kontrole urzędników zniechęcające producentów i inne podmioty związane z produkcją trzody chlewnej do rozwoju. Działania w kierunku rozwoju podejmują tylko „wyjątkowo zdeterminowani",
- niewielkie, a w zasadzie pozorowane działanie w zakresie zdobywania zewnętrznych rynków zbytu,
- korzystanie, w zakresie ochrony sektora, przede wszystkim z unijnych, a nie własnych, instrumentów prawnych,
- brak poszukiwania i uruchomienia możliwych prawnie instrumentów polityki krajowej, które w wielu krajach zostały wprowadzone w postaci różnych uregulowań, między innymi w celu poprawy konkurencyjności produkcji, poprzez bezpośrednie lub pośrednie obniżenie kosztów produkcji.

Przykładem jest uzyskanie przez producentów duńskich zgody UE na stosowanie w paszy tlenku cynku, dla odsadzanych prosiąt. W sposób istotny ogranicza to powszechne występowanie biegunek u prosiąt odsadzonych i poprawia wykorzystanie paszy. Dopłaty, m. in. w Niemczech, do powstających przy chlewniach lub zakładach mięsnych biogazowni; w Szwajcarii i Austrii dopłaty do programów zwalczania ważnych ekonomicznie chorób świń (np. mykoplazmowego zapalenia płuc); w wielu krajach, w tym w USA i Kanadzie, dopłaty do badań laboratoryjnych, zlecanych przez producentów świń.

W Polsce tego typu wspomagania producentów świń w ogóle się nie rozważa, co z góry „ustawia" naszych hodowców na gorszej pozycji.
- przesadnie interpretowane przez niektórych urzędników regulacje administracyjne.; na przykład w zakresie stosowania pasz leczniczych, co powoduje, że ich stosowanie w Polsce jest istotnie rzadsze (w zasadzie marginalne) niż w innych krajach UE ( mimo takich samych przepisów w całej UE). Niezwykle rygorystyczne podejście w zakresie stosowania pasz leczniczych zmusza producentów i hodowców przede wszystkim do korzystania z iniekcyjnych form stosowania leków, co znacznie podraża koszty metafilaktyki i terapii chorób świń, w tym koszty koniecznego odrobaczania zwierząt. W Europie zazwyczaj odrobaczanie wykonuje się za pomocą stosowania pasz leczniczych, a w Polsce w formie podawania leków parenteralnie (w formie zastrzyków), to z kolei, ze względu na koszty, zniechęca ogromny odsetek producentów do odrobaczania zwierząt.

Innym przykładem przesadnej, szkodliwej regulacji są niektóre zapisy Ustawy o nawozach i nawożeniu, dotyczące postępowania z gnojowicą. Zapis mówiący o tym, że 70% powstającej w chlewniach gnojowicy musi być wykorzystane na gruntach będących w posiadaniu właściciela zwierząt, na których prowadzi uprawę roślin. Zapis w sposób istotny wpłynie na ograniczenie lub model produkcji w wielu fermach. Dotyczyć to będzie przede wszystkich dużych (w pojęciu europejskim) ferm świń tzn. tych, w których produkcja jest najbardziej efektywna. Regulacji takiej nie ma w żadnym innym kraju europejskim. Tam funkcjonują chlewnie, które w ogóle nie posiadają ziemi, natomiast dzięki tamtejszym przepisom spokojnie dają sobie radę z gnojowicą.

Regulacja ta uderza przede wszystkim dużych hodowców trzody chlewni wymagających „pozwolenia zintegrowanego do prowadzenia produkcji'.
- praktycznie zaprzestanie funkcjonowania, będących w gestii MRiRW, ośrodków doradztwa rolniczego w zakresie aktualizowania i podnoszenia profesjonalnej wiedzy hodowców i producentów świń. Ośrodki Doradztwa Rolniczego w zasadzie pomagają rolnikom przede wszystkim w ubieganiu się o dotacje i inne formy wsparcia ze strony UE. Natomiast wycofały się – także z powodu potęgującego się braku doświadczonej kadry doradczej - z wszelkich form profesjonalnego dokształcania. Szkolenia odbywają się tylko wtedy, gdy ich inicjatorem i organizatorem są firmy paszowe, farmaceutyczne, genetyczne lub inne, które nie w każdym przypadku przekazują rolnikom wiedzę potrzebną, na odpowiednim poziomie i nie zawsze w sposób obiektywny;

- nadgorliwość urzędników w kontrolowaniu producentów i hodowców świń. W innych krajach urzędnicy państwowi robią wszystko, by pomóc producentom w respektowaniu prawa unijnego i krajowego, zdając sobie sprawę, że ich zadaniem jest takie działanie, które będzie umożliwiało producentom być konkurencyjnymi na rynku międzynarodowym. Przykładem nadgorliwości urzędników może być kontrolowanie wydatków związanych z modernizacją i budową nowych obiektów. Kontrole są tak szczegółowe, że tylko najbardziej zdeterminowani wykorzystują możliwości skorzystania z funduszy unijnych w tym zakresie. Ogromna większość decyduje się na zakup niekoniecznie potrzebnych, drogich kombajnów lub ciągników, co jest proste do rozliczenia. Przykładem nadregulacji urzędników, która doprowadziła do likwidacji wielu chlewni o cyklu zamkniętym oraz tuczarni było i jest powiązanie wymagań dobrostanu dla świń z dopłatami do zakupów sprzętu. Aby dostać dopłatę do nabywanego ciągnika lub kombajnu, właściciel gospodarstwa musi spełniać wymagania przepisów o dobrostanie. Ponieważ wielu z nich ryzykowało tym, że z powodu niedociągnięć w tym zakresie może dopłaty nie dostać, likwidowali produkcję zwierzęcą i sprawa otrzymania dopłaty była niezagrożona; zazwyczaj ci, którzy zaprzestali produkcji zwierzęcej już do niej nie powracali;

- brak skutecznych działań (a być może w większym stopniu brak promocji tych działań) wspierających powstawanie oraz funkcjonowanie, przynajmniej na początkowym etapie, grup producenckich. Tylko około 1% ogółu rolników i zaledwie 2% rolników produkujących na rynek to członkowie jakiejkolwiek grupy producentów rolnych. W roku 2010 istniało w Polsce zaledwie 130 grup produkujących trzodę chlewną. Warto dodać, że wiele grup funkcjonuje na nienajzdrowszych zasadach; duży producent skupia wokół siebie kilku mniejszych, co umożliwia otrzymanie dopłaty unijnej, którą konsumuje w lwiej części organizator „grupy". Należy podkreślić, że często członkami grup są duże gospodarstwa, z reguły już wcześniej dobrze zorganizowane rynkowo. Często grupy producenckie działają w sposób sztuczny, ukierunkowany wyłącznie na korzystanie ze stosownych udogodnień;

- brak istotnego wsparcia ze strony Państwa, a także samych zainteresowanych dla promocji polskiej wieprzowiny na rynku krajowym i międzynarodowym. Ostatnia, zresztą bardzo dobra akcja rozwijającego się systemu jakości PQS jest godna zauważenia i pochwały. Byle nie była jedyną;

- brak dopuszczalnych w UE mechanizmów ochrony rynku przed niskiej jakości produktami, pochodzącymi z obiektów prowadzących tzw. „tucz śmietnikowy", oparty na różnego rodzaju odpadach przemysłowych. Przykładowo, tusze z krajowych świń badane są na pozostałości antybiotyków tusze, importowane nie;

- niesprzyjanie, a wręcz ograniczanie możliwości rozwoju dużym, czyli najczęściej najbardziej efektywnym producentom świń; de facto tym, którzy mogą konkurować skutecznie z producentami zachodnioeuropejskimi;

- brak elementarnej ochrony polskiego rynku przed żywnością i surowcami niskiej jakości. Kraje UE wypracowały różne – pośrednie i bezpośrednie -mechanizmy ochrony rynków przed nadmiernym importem mięsa i świń. Natomiast my prowadzimy solidny monitoring, np. na zawartość antybiotyków w tuszach świń wyprodukowanych w Polsce, ale nie monitorujemy zawartości antybiotyków w mięsie importowanym;

- brak skutecznych działań w zakresie zdobywania obcych rynków zbytu, w tym przede wszystkim rynków poza UE. Szczególne zaniedbania w tym względzie są ze strony naszych placówek dyplomatycznych, funkcjonujących w krajach importujących świnie i wieprzowinę;

- brak przepisów chroniących producentów świń przed nieuczciwymi odbiorcami żywca (wielu producentów zbankrutowało tylko dlatego, że nie zdołali odzyskać wynagrodzenia za dostarczony żywiec).


• Zaniedbania po stronie producentów i hodowców świń, do, których zaliczyć należy:

- nieprzywiązywanie uwagi do efektywności produkcji oraz lekceważenie rachunku ekonomicznego, związanego z prowadzoną działalnością (można odnieść wrażenie, że olbrzymia większość producentów nie potrafi dobrze liczyć);

- brak profesjonalizmu w zakresie zasad organizacji i zarządzania produkcją. Klasycznym dowodem braku profesjonalizmu jest nie przestrzeganie przez ogromną większość hodowców i producentów świń podstawowej zasady prawidłowego chowu tego gatunku zwierząt „całe pomieszczenie pełne - całe pomieszczenie puste". W Polsce są producenci mogący konkurować w zakresie efektywności z najlepszymi hodowcami UE, jednak odsetek ich w stosunku do całkowitej liczby producentów jest niewielki;

- ograniczone wykorzystywanie potencjału rozrodczego stad podstawowych; niska efektywność w tym względzie determinuje wysokie koszty produkcji prosiąt, co z kolei decyduje o braku konkurencyjności nie tylko na rynku europejskim i globalnym, ale także krajowym i ogromnym imporcie prosiąt. Nie wykorzystywanie potencjału rozrodczego i genetycznego krajowego stada podstawowego uwidacznia się, m. in. w niskim wskaźniku średniej liczby prosiąt odsadzonych od lochy na rok oraz wysokim współczynniku wykorzystania paszy na przyrost jednostki masy ciała. Według danych GUS średnia liczba prosiąt urodzonych/lochy/rok wynosi w Polsce 16.0. Różnice regionalne w tym zakresie są ogromne. Jak wskazują na to dostępne ( nie naukowe) dane w woj. podkarpackim odchowuje się średnio od lochy 12/tuczników/rok; w zachodniopomorskim wskaźnik ten sięga 18,2 tuczników/rok. W UE średnia dla prosiąt odchowanych, a nie odsadzonych wynosi 24,32. Ten sam wskaźnik w konkurencyjnej dla nas Danii wynosi 27,5; w Holandii 27,24. Biorąc pod uwagę fakt, że locha zjada w ciągu roku około 1000 kg paszy, obciążenie statystycznego tucznika paszą przeznaczoną na utrzymanie lochy wynosi w woj. podkarpackim ponad 80 kg, w Wielkopolsce około 55 kg, a w Danii poniżej 35 kg. Oznacza to, że tylko z powodu niewłaściwego wykorzystywania potencjału rozrodczego loch statystyczny tucznik odchowany i ubijany w Polsce zużywa średnio od 20 do 40 kg paszy więcej niż tucznik wyprodukowany w Danii. Należy dodać, że z powodów zdrowotnych, środowiskowych i zootechnicznych średnie zużycie paszy na przyrost 1 kg m.c. wynosi w Polsce około 3,0 kg ( z dużymi wahaniami od 2,55 do 3,5kg), natomiast w Danii około 2,5 kg. W sumie z wymienionych powodów zużycie paszy na odchowanie 1 tucznika jest u nas wyższe od 70 do 90 kg. Aktualnie oznacza to wyższe o 70 do 90 zł koszty produkcji statystycznego 100 kg tucznika. Niestety, w zasadzie nikt w Polsce nie stara się tych faktów producentom uświadomić. Należy podkreślić, że w Polsce nigdy nie dokonano obiektywnych, szeroko zakrojonych badań naukowych dotyczących precyzyjnego określenia efektywności produkcji w poszczególnych typach gospodarstw trzody chlewnej. Zadania takiego nie podjęły się wykonać, instytucje rządowe, ośrodki naukowe czy też związki producentów, jak np. „POLSUS". Można sądzić, że sami hodowcy i producenci, w ich istotnej większości, nie zbierają ani nie analizują własnych danych odnośnie efektywności produkcyjnej swoich stad podstawowych;

- niewykorzystywanie przez większość producentów prosiąt, mającego miejsce na Świecie oraz w Polsce postępu genetycznego. Analiza danych dotyczących produkcji i sprzedaży zarodowych loszek i knurków wskazuje po pierwsze na niepełne pokrycie zapotrzebowania naszych potrzeb. Zakładając, że stado podstawowe loch liczy w Polsce 1 000 000 na remont stada potrzebujemy rocznie 400 000 zarodowych loszek. Produkcja, (brak danych) nie przekracza najprawdopodobniej 200 000 loszek. Z tego znaczny odsetek eksportowany jest na wschód Europy, przede wszystkim z firmy genetycznej PIC. Oznacza to, że w większości przypadków remont krajowych stad podstawowych oparty jest na loszkach nie będących zwierzętami zarodowymi, czyli najprościej mówiąc na tucznikach. Jest to bardzo poważny i kosztowny błąd, wynikający przede wszystkim z niskiego poziomu wiedzy producentów świń;

- niedocenianie specjalizacji produkcji (prosięta lub tuczniki) w aspekcie obniżenia kosztów odchowu prosiąt i tuczników oraz w aspekcie ochrony ich zdrowia, poprzez przerywanie łańcucha chorobowego;

- niepodejmowanie przez zdecydowaną większość zainteresowanych działań w zakresie konieczności wprowadzenia w roku 2013 grupowego systemu utrzymania loch, nie docenianie problemu zwracania uwagi na regulacje związane z „dobrostanem zwierząt" itd.

 

• Mała aktywność Izb Rolniczych i funkcjonujących w obszarze rolnictwa zrzeszeń i związków, na rzecz hodowców i producentów świń, w tym przede wszystkim:

- niezwykle mała aktywność Izb Rolniczych; brak w zasadzie jakichkolwiek działań na rzecz przeciętnego producenta świń. Brak aktywności Izb na rzecz zdobywania środków na dofinansowanie rozwoju produkcji świń w ramach PROW. Unia Europejska proponuje atrakcyjne i znaczne pieniądze. Problem w tym, że o środki te nie zabiegamy dostatecznie aktywnie, co nie mniej ważne, nawet te fundusze, które dostajemy przeznaczane są głównie na sprzęt rolniczy, a tylko w małym stopniu na budowę i modernizację chlewni;

- mała skuteczność oddziaływania Związku (związków) na Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi w wielu obszarach - od określenia jasnej, dalekowzrocznej polityki wobec sektora do zabiegania o stworzenie klimatu sprzyjającego eksportowi świń i wieprzowiny;

- nieoddziaływanie, przez Związek (związki) na członków (hodowców i producentów) w kierunku integracji poziomej i pionowej. W tym przede wszystkim nie zabieganie o tworzenie powiązań kapitałowych i kooperacyjnych między producentami żywca a przemysłem mięsnym oraz paszowym;

- nieinwestowanie przez grupy producenckie we własne wytwórnie pasz, premiksów oraz rzeźnie i przetwórnie, a także sieci sklepów;

- brak dbałości o podnoszenie poziomu zawodowego członków związku (producentów i hodowców świń). Stanowi je też nie organizowanie przez Związek (związki) rutynowych szkoleń, w tym przede wszystkim z zakresu efektywnego chowu i ekonomiki produkcji;

- niepodejmowanie działań zmierzających do obniżenia kosztów produkcji, w tym kosztów weterynaryjnych. Wysokie niekiedy koszty weterynaryjne zniechęcają część producentów i hodowców do korzystania z najnowszych, bardzo efektywnych w aspekcie „cost/benefit" rozwiązań, w tym przede wszystkim immunoprofilaktyki. Według dostępnych danych Polska należy do krajów, w których szczepienia świń przeciw ważnym ekonomicznie chorobom prowadzone są w stosunkowo małym zakresie. W tym przypadku porównywani jesteśmy najczęściej do krajów rozwijających się;

- brak własnych ośrodków zajmujących się obiektywnym monitorowaniem oraz prognozowaniem sytuacji;

- niekorzystanie przez ogromną większość udziałowców krajowego rynku trzody chlewnej ze wzorców sprawdzonych, od wielu lat, w szeregu krajach świata (Dania, Hiszpania Holandia, Francja, USA, Kanada);

- nietworzenie różnego rodzaju sprawdzonych powiązań kooperacyjnych. Ci, którzy to w Polsce zrobili, np.: Animex, Agri plus, Sokołów, Duda lub Farmutil czy Spółdzielnia Agrofirma Witkowo, dają sobie radę i zdobywają coraz większą część rynku krajowego, a także rynki zagraniczne;

 

• Zakłady mięsne

Nie sprzyjają one powstawaniu grup producenckich poprzez oferowanie producentom indywidualnym większych stawek za żywiec niż grupom; wynagrodzenie za tuczniki wypłacane jest grupom zazwyczaj z dużym opóźnieniem. Zakłady mięsne nie dbają o podnoszenie poziomu wiedzy swoich kooperantów. Z reguły nie zabiegały o partnerską, lojalną współpracę z producentami tuczników. W wielu przypadkach ZM uważają, że grupy są partnerem trudniejszym niż indywidualni producenci. Najogólniej mówiąc w większości przypadków ZM nie przygotowały strategii budowy trwałej bazy surowcowej opartej o rynek krajowy. Wydaje się, że od wielu lat dominowała w większości z nich krótkowzroczność i wiara, że w razie potrzeby zawsze zdobędą surowiec w UE.

• Brak odpowiednio przygotowanych do zawodu następców, w znacznym odsetku gospodarstw utrzymujących świnie, co spowodowane jest przede wszystkim brakiem jasnych perspektyw, w tym przede wszystkim (ale nie tylko) w sektorze produkcji trzody chlewnej
Młodzi rolnicy nie widząc perspektyw rozwoju nie przejmują, wymagających dużego nakładu pracy i odpowiedniego poziomu wiedzy, gospodarstw hodowlanych, które z braku właścicieli i siły roboczej upadają. Przyczyn pojawiającej się luki pokoleniowej na wsi upatrywać należy w obserwowanej w Polsce, od wielu lat, niedocenianiu i niedarzeniu szacunkiem zawodu rolnika i rolnictwa w ogóle. Rolnictwo w Polsce ma stosunkowo niską rangę społeczną, dlatego bardziej ambitni młodzi ludzie uciekają ze wsi, pozostawiając opuszczone gospodarstwa. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, Jedną z nich z pewnością jest, wspomniany wcześniej, niski poziom szkolnictwa zawodowego i ogólnego na wsiach. Dowodem dezawuacji rolnictwa jest m.in. obserwowane zjawisko zmian nazw średnich szkół i wydziałów rolniczych a nawet uczelni rolniczych. Została w zasadzie tylko jedna uczelnia rolnicza, która nie wstydzi się umieszczenia w swojej nazwie „rolnictwa" - Uniwersytet Rolniczy w Krakowie.

• Braku kapitału własnego lub innych funduszy na remonty i modernizacje chlewni
Związane jest to m.in. z zadłużeniem wielu producentów w wyniku niekiedy zbyt łatwych i nie zawsze przemyślanych zakupów nowoczesnego sprzętu rolniczego (kombajny, traktory). Rolnik, często zadłużony z powodu stojącego 350 dni w roku kombajnu, a także bardzo nowoczesnego ciągnika, nie ma relatywnie małych środków, np. na kupno poideł, modernizację, ocieplenie i remont budynków a nawet kojców dla świń.

• Typowe dla Homo sapiens dążenie do wygodniejszego życia
Producenci, którzy z różnych powodów zaprzestali produkcji świń w cyklu zamkniętym i podjęli chów otwarty (tuczarnie) doszli do logicznego wniosku, że produkcja tuczników jest zajęciem stosunkowo prostym, wygodnym z organizacyjnego punktu widzenia i nie wymagającym dużego nakładu robocizny. Powyższe podejście staje się coraz bardziej powszechne, także dlatego, że dostęp do taniej siły roboczej jest coraz bardziej ograniczony. Zjawisko to upowszechnia się niezależnie od tego, że produkcja tuczników w cyklu otwartym jest przedsięwzięciem bardzo ryzykownym, szczególnie gdy warchlaki kupowane są w zbyt wysokiej cenie; co niejednokrotnie ma miejsce. Można sądzić, że będzie rosło zapotrzebowanie na prosięta, co stwarza duże możliwości dla producentów pod warunkiem, że partie prosiąt będą duże, co najmniej po 300 sztuk, jednorodne i w konkurencyjnej cenie.

Przedstawione powyżej przyczyny niekonkurencyjności w zakresie produkcji prosiąt i tuczników w naszym kraju są wielorakie. Nie mam wątpliwości co do tego, że prognozy dla większości naszych producentów świń bez intensywnej, jak najszybciej podjętej współpracy wszystkich powiązanych bezpośrednio lub pośrednio z produkcją trzody chlewnej, zainteresowanych stron są mało optymistyczne, mimo wyjątkowo korzystnych w skali światowej trendów w omawianym obszarze produkcji zwierzęcej.